ISSN 1731-3724
Spotkanie z Tatrami
Powrót z gór
Wracam z gór.
Niosę w plecaku
szorstki dotyk granitu
duszący zapach łopianu
bagaż nieopisanych wrażeń,
niezdobytych szczytów,
niepokonanych ścian.
Wracam z gór.
Niosę w oczach
zieloną czerń stawów,
soczysty fiolet goryczki,
jesienną rdzę Wołoszynu,
szarość grani
i mgłę w dolinie.
Wracam z gór.
Niosę w uszach
okrzyk orła nad Szpiglasowym,
gwar tłumów nad Morskim Okiem,
szemrzącą ciszę Białej Wody,
stukot kopyt kozicy,
szelest traw na hali,
huk Siklawy
i skrzyp kosówki.
Wracam z gór.
Niosę w sercu
niedosyt Tatr
i żal
że - jak zawsze - za krótko.
Dolina Pięciu Stawów
Widok ze Świstowej Czuby
Przede mną w dole
falują proporce stawów.
Przede mną w górze
łopoczą pióropusze szczytów.
Przestrzeń płynie w dal
nieokiełznana.
Tak czuć się musiał Poeta
kiedyś na Judahu skale,
gdy sięgał wzrokiem po horyzont.
Lecz on miał przed sobą
tylko Morze Czarne,
ja mam - całe morze szczytów.
Epitafium Tatrzańskie
(Na Cmentarzu Symbolicznym pod Osterwą)
Tak leżysz tu
na szarym bruku piargów
aż śmieją się drwiące szczyty
Usta zamknął Ci grani wykrzyknik
Oczy przecięła rysa
W ostatnią podróż
przez przepaść pędzisz czasu
Odkrywasz szczyty niezdobyte
pejzaże drugiej strony życia
i grozę górskiej ciszy
Tu Twoje ręce zabrały kształty krzyżom
z okruchów skał tworzą mity
Orszak imion zrywa się co noc
by błądzić pośród szczytów
Tu Twoje ręce
zabrały barwy kwiatom
zaklęły je w niebo z granitu
W ogniu świeczek spalone strzępki myśli
okup za czyjeś ocalone życie
Spotkanie
|
Szukałem Ciebie
W stromiźnie skalnej ściany
W twardym dotyku liny
Szukałem Ciebie
W dzikim porywie halnego wiatru
W grzmiącym oddechu wodospadu
|
Szukałam Ciebie
W krętych ulicach ciemnych, skalnych wąwozów
W czeluściach zaklętych, dawno zapomnianych jaskiń
Szukałam Ciebie
Nie w blasku słońc, lecz w cieniu starych drzew
Nie na turniach, lecz na obsianych pszenicą polach
|
Szedłem do Ciebie
Poprzez splątane zwoje czasu
Poprzez czarne odmęty losu
Szedłem do Ciebie
Poprzez narastające żleby nieporozumień
Poprzez piętrzące się granie goryczy
|
Szłam do Ciebie
Przez hale pełne czyhających złych duchów
Przez stawy głębokie bezdenną ludzką zawiścią
Szłam do Ciebie
Przez lasy innych kobiet i innych mężczyzn
Przez wzgórza i doliny oczekiwanych uczuć
Przez rozpadliny niedoznanej czułości
Przez jary tęsknoty
|
Zdobywałem Cię
Na Zamarłej Turni kąsającego obłędu oczekiwania
Pokonując Liptowskie Mury Twojej obojętności
Zdobywałem Cię
Twój jeden gest przyzwolenia
Na Kazalnicy strachu i Cubrynie męskiej ambicji
Depcząc Zawrat zazdrości, piekący jak lód
|
Zdobywałam Cię
Odgradzając potokami niewiary
Piarżystymi ścieżkami zwątpienia
Zdobywałam Cię
Jak chleb powszedni
Jak blask codziennej jutrzenki
|
Odnalazłem Cię
W szumie smreków, w ciszy skał
W ciepłym kącie schroniska
W płatkach kozłowca i w liściach goryczki
W leśnym zapachu żywicy
|
Znalazłam Cię
Na wysokim, skalnym brzegu Morskiego Oka
Pochylonego nad odbiciem nieugiętej limby
Tak dalekiego i tak bliskiego
Zwykłego herosa w niezwykłej rzeczywistości
Zamyślonego, czułego i uważnego
Wsłuchanego w szum smreków, w ciszę skał
|
Trzymam Cię czule w dłoniach
Delikatnie, bojaźliwie
By nie urazić skrzydeł
Błękitnego motyla moich marzeń
I drżę
Byś znów nie odleciała
W niedopełnienie
|
Oplatam Cię pajęczyną moich ramion
By zatrzymać już na zawsze
|
Wiatr nad Doliną Pięciu Stawów
Goń, goń mnie wietrze po grani,
chmury podajcie mi ręce.
Kręć, kręć mną wietrze w dolinie,
mgła niech się we włosy zaplącze.
Graj, graj mi wietrze po żlebach,
zadzwońcie kaskady potoków.
Trwaj, chwilo pięciostawiańska,
płyń jak po niebie obłoki.
Pędź, pędź moje życie tatrzańskie,
gnaj z wiatrem ponad Wołoszyn,
biegnij wraz z echem Siklawy
przez las szumiący na zboczach.
Liliana Kołłątaj

© Michał Ronikier
| Komentarze do artykułu | | Jeszcze nie ma komentarzy do tego artykułu |
|